Banner

 *  Strona główna
 *  Oblicze do kontemplacji
 *  Koronka do Miłosierdzia Bożego.mp3
 *  Listy Jana Pawła II
 *  Nasz ośrodek
 *  Duszpasterz i domownicy
 *  Miejsce Pamięci
 *  Reguła życia
 *  Fundamenty domu
 *  Dzień na Jamnej
 *  Jamneńska Pieśń
 *  Remonty i inwestycje
Zamyślenia-ARCHIWUM
Święci dominikańscy
Opowieści
Kamienie milowe
Miejsca modlitwy
Nasze budynki
Napisali o Jamnej
 *  Jamneńska GALERIA
 *  INNE GALERIE FOTO

Msze św.

niedziela:
godz. 11.00
godz. 16.00 (trydencka)
dni zwykłe: godz. 19.00

Godzina Miłosierdzia

codziennie o godz. 15.00

Dane kontaktowe:

Dom Św. Jacka, Jamna,
32-842 Paleśnica,
tel. 014/ 66-54-196
[email protected]

Ojciec Andrzej Chlewicki OP
tel. 603 138 056

Ojciec Wojciech Gołaski OP
tel. 602 719 884

Wyślij e-maila

OPOWIEŚCI

Jamnenskie cuda  |   Jedziemy na swoje  |   Kapłani i kobiety  |   Kominek  |   Kostek 1  |   Kostek 2  |   Kronika szkoły  |   Krzyż nad Jamną  |   Masztalerz  |   O wyjątkowych kobietach  |   Osioł Januszek  |   Pokój poety  |   Przetwory z Jamnej  |   Rower Blażeja  |   Sen Józefa  |   Trzy wesela i partyzanci  |   Znaki innej opatrzności


Znaki innej obecności

     Najważniejszy jest osioł !
Nie wiem skąd przyszedł pomysł, że na Jamnej powinien być osioł. Zadzwoniłem do pana Kocięckiego, ojca znanych mi z duszpasterstwa Jarka i Marka, który przez całe lata pracował w zoo, ażeby się rozejrzał za osiołkiem. Oczywiście, to - jak wszystko, na Jamnej - było sprawą przypadku. Bo akurat taki osiołek, w zoo był. Samiec, jednoroczny, nieużyteczny w hodowli, w sam raz do wydania. Na imię miał Januszek na cześć pana Janusza Kocięckiego, który pracując w zoo, zbierał osiołki i szczególnie je pielęgnował. Doszło do spotkania z dyrektorem zoo. Od razu zrozumiał i chciał nam pomóc. Miał tylko obiekcje, czy w obecnej sytuacji politycznej kiedy narasta sztucznie podsycany antyklerykalizm, kiedy każda bezinteresowna pomoc udzielona Kościołowi traktowana jest podejrzliwie - można przekazać osiołka bezpłatnie. Czy postkomunistyczna rada pracownicza nie zbuntuje się i nie zaprotestuje...

      - Panie dyrektorze, dobrze, ja zapłacę za osiołka nawet dwa razy tyle, ile trzeba, tylko czy dyrektor poznańskiego zoo może duszpasterzowi akademickiemu, pracującemu społecznie i charytatywnie, osła sprzedać? Jak by to wyglądało, co by ludzie powiedzieli? Przecież 1udzie by się z nas obu śmiali. Pan dyrektor oficjalnie przed kamerami telewizji osła mi daruje, a później ja zwrócę pieniądze. - Ale mnie ojciec zażył powiedział dyrektor.
Chociażbym miał zapłacić z własnej kieszeni, to jakem poznaniak, tego osła ojciec dostanie... Więcej już nie rozmawialiśmy o pieniądzach.
Tak zaczęła się historia osła Janusza Pankracego Jamnenskiego...
Na razie wzięła go do siebie pani Joanna zawiadująca w ZOO stajniami...
- Osiołka trzeba ułożyć "pod wierzch", "do ciągnięcia" i "do chodzenia przy boku". To trochę potrwa, proszę ojca...

      Osiołka w ZOO odwiedzała młodzież. Za możliwość pogłaskania dostawał marchewkę, jabłka. Później zabierany bywał na spacery. Szczegó1nie lubił te w towarzystwie dziewcząt... Wokół osła narastała legenda. Duszpasterstwo akademickie ma osiołka, słyszeliście ludzie...
Wreszcie jeden z profesorów powiada, nie można zabierać osła z Poznania tak sobie. Trzeba zrobić uroczystość i nadać osłu tytuł doktora. Pomysł pobudził nas wszystkich ogromnie. Doktorat honorowy dla Janusza... Zaczęliśmy poszukiwać promotora.
Prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Poznaniu, pan Sergiusz Sterna-Wachowiak zgodził się w imieniu Stowarzyszenia nadać naszemu osłu tytuł doktora humoris causa i wygłosić stosowne laudacje. Uroczystość odbyła się na dziedzińcu naszego kościoła akademickiego i była transmitowana przez trzy stacje telewizyjne...
Tak oto Janusz Pankracy z Jamnej ganussius Pancratius Jamnensisi - osioł tequus asinus) - urodzony 29. 5. 1991 w poznańskim ZOO z ojca Filozofa tfilius filosophij i matki bezimiennej ciemnej klaczy tmater sine nominel z wyuczonym zawodem: umiejętnością bycia do towarzystwa człowieka i rozmów filozoficznych tcomes philosophus) oraz wysoko wykwalifikowana pomoc domowa tin domo sua administeri - otrzymać tytuł doktora humoris causa w Poznaniu dnia 6 czerwca 1993 roku.
Uzasadnienie: Zważywszy na kulturotwórczą rolę osła w filozofii i literaturze oraz w uznaniu wybitnych osiągnięć indywidualnych, przekraczających przyrodzone siły natury oślej, oraz zasług na polu zbliżania do siebie ludzi i zwierząt, po złożeniu przepisanych egzaminów oraz po zasięgnięciu opinii stosownych Środowisk, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich w Poznaniu postanowiło nadać tytuł doktora humoris causa Januszowi Pankracemu z Jamnej.

Program uroczystości był następujący.

1) przywitanie laureata i gości hejnałem Poznania
2) Gaudeamus igitur
3) powitania i podziękowania
4) laudacja I - "Rola osła w literaturze" - prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich pan Sergiusz Sterna-Wachowiak
5) laudacja II - "Rola osła w filozofii" - pan prof. Krzysztof Wieczorek
6) odczytanie dyplomu i uroczysta promocja doktorska poprzez musicie mózgu laureata żabotem doktora honoris causa multiplex o. prof. dra Innocentego Bocheńskiego z Fryburga w Szwajcarii
7) wiersze okolicznościowe Andrzeja Ogrodowczyka, Romana Bąka i Tadeusza Żukowskiego
8) Oda do osła Jacka Kowalskiego
9) Pożegnanie laureata i gości hejnałem z wieży mariackiej z Krakowa przed wyruszeniem w drogę z Wielkopolski do Małopolski.

      W czasie uroczystości laureat kwestował na swój bilet na Jamna... Nazajutrz skoro świt wyjechał z Poznania na dobre...

     Uroczystość doktoratu osła Janusza Pankracego Jamnenskiego wzbudziła niemałe kontrowersje u nas, na miejscu w Poznaniu. Niektórzy naukowcy cieszyli się serdecznie i szczerze, inni zachowywali się z rezerwą, jeszcze inni gratulowali pomysłu, upatrując w nim ucieczkę i deskę ratunku na nadchodzące czasy. Niektórzy mieli wątpliwości, czy doktoryzowanie osła nie osłabi i nadweręży ich naukowego prestiżu i nie zbezcześci ich życiowego dorobku. Była to, bowiem galicyjska impreza w poważnym Poznaniu. Gdybyż to było w Krakowie! Można tylko zamarzyć. Na uroczystość przybyłby cały Kraków. Rynek krakowski byłby pełen ludzi. Tymczasem myśmy w Poznaniu zmieścili się wszyscy na dziedzińcu.

***

     I oto jesteśmy w Rzymie. Za chwilę idziemy do Papieża na kolację. Jest nas z klasztoru poznańskiego pięciu. Józef i Marcin z okazji swojego 25-1ecia kapłaństwa. Reszta to przeor Tadeusz i my z Andrzejem. - Słuchajcie - mówię, musi się znaleźć czas, by porozmawiać z Ojcem Świętym o Jamnej. Miejcie litość i nie zarzucajcie Ojca Świętego błahymi tematami. A zatem ani o ludzkości, ani o narodzie, ani o Kościele, tylko o Jamnej...
Idziemy podnieceni. Schody kró1ewskie, dziedziniec Świętego Damazego i windą do góry. Tę drogę mam już opanowaną. Czekamy w salonie. Po chwili nadchodzi sam Ojciec Święty i zaprasza do jadalni. Siadamy. Siostra podaje do stołu. Ojciec Święty pozwala mówić...
- No, bo ludzkość zsuwa się po równi pochyłej - zaczyna jeden z braci... Papież kiwa głową.
No, bo naród nasz pije wódkę i być może wybierze komunistów, nie jest dobrze... po tysiącu latach chrześcijaństwa, po upokorzeniach rządów komunistycznych... Papież kiwa głową.
- No bo... w kraju antyklerykalizm sterowany, duże zagrożenie dla chrześcijańskich wartości... Mamy problemy z wydawaniem naszego pisma... Papież kiwa głową. Nie wytrzymałem.
- Ojcze Święty. osioł...
- Proszę? - Papież jakby nie dosłyszał...
- Osioł, zwykły osioł, proszę Jego Świątobliwości.

     Otóż nabyliśmy, dostaliśmy osła na Jamną, będzie ciągnął bryczkę, takie nasze jamnenskie papamobile, to jak Ojciec Święty przyjedzie na Jamna...

- Opowiadaj, więc o ośle...
- No cóż, ostatnio poczynił wielkie postępy. Otrzymał doktorat humoris causa od poznańskich pisarzy...Papież się śmieje. - To wielkie wydarzenie, epokowe...
Kolacja dobiega końca. Idziemy jeszcze do kaplicy na wspólną modlitwę z Papieżem. Litania do Serca Pana Jezusa...Pożegnanie. Prosimy o błogosławieństwo...
- To, jeśli dobrze zrozumiałem, to najważniejszy obecnie dla sprawy Kościoła w Polsce i na Świecie jest ten wasz, ten nasz osioł...

      Przypadłem do stóp Ojca Świętego. Tak, wspaniale, Ojciec Święty dobrze, doskonale zrozumiał. Najważniejszy, jest osioł...
Wychodząc szczęśliwi z Pałacu Apostolskiego nie przewidywaliśmy jeszcze, jak prorocze słowa wypowiedział do nas Papież. Niejeden raz, w trudnych sytuacjach międzynarodowych, a szczegó1nie narodowych i naszych własnych, przyszło nam do siebie samych mówić: - Tak, tak, najważniejszy jest osioł...
Wychodzących zatrzymał jeszcze ksiądz Stanisław, poczekajcie jeszcze ojcowie, musicie przecież coś zabrać od Ojca Świętego na Jamną. I tak dostaliśmy piękny świecznik z kości słoniowej z koralowymi guzami, ornat z kilkoma stułami w kolorach liturgicznych i dużo, duszo różańców. - To dla mieszkanc6w Jamnej od Ojca Świętego - powiedział żegnając się z nami ksiądz Stanisław.
Wróciliśmy do klasztoru, przywożąc z drogi jakieś skromne grosze. Zgodnie z umową~, miały one być podzielone na połowę. Jedna część miała być przeznaczona na remont wieży (oczko w głowie naszego przeora), druga na Jamną, na remont domu. Nie było tego wiele, ale było... Przeor lojalnie, zgodnie z wcześniejszą umowę kazał mi te pieniądze wziąć, ale ja, nie chcąc być chytrym i zaborczym, opóźniałem się. Zniecierpliwiony trochę na wyrost przekazał pieniądze jamnenskie ekonomowi naszego klasztoru, który, będąc w długach, pochłonęła je od razu.

     Kiedy poszedłem się upomnieć, nasz ekonom rozłożył ręce i roześmiał się szczerze.
- Cóż, takie czasy, wracamy do ewangelii, życie coraz droższe, społeczeństwo ubożeje, a Jamna nie jest koniecznością życiową... Wyszedłem, mając się z pyszna. Idąc skarżyłem się Panu Jezusowi, że najpierw mi daje, a później odbiera, że przecież ja również prowadzę Jego własne dzieło i potrzebuję pieniędzy..

W trzy godziny później telefon.

- Poznaje mnie ojciec... Co tam słychać? Uszami mej duszy słyszałem, że ojciec mnie potrzebuje i przyzywa gwałtownie... No, ile ojciec potrzebuje na dzisiaj?
- No, tak pięćdziesiąt to bym potrzebował...

- No to weź zapis swój, człowieku, i napisz osiemdziesiąt... Możesz je odebrać już jutro u tego a tego... A było to równo dziesięć razy więcej niż przed trzema godzinami straciłem, godząc się na stratę. Poszedłem do przeora. Widzisz, mówił, tylko tak dalej. Straciwszy z powodu Jamnej osiem milionów, przed chwil~ otrzymałem osiemdziesiąt... Oczywiście, że jest to niewiele, jeśli chodzi o remont wieży, ale jest to sporo, jeśli chodzi o Jamną...

- Daj na wieżę te swoje osiemdziesiąt, to za trzy godziny dostaniesz osiemset... - próbował żartować przeor.
- Stary, przestań, nie kuś Pana Boga...
Historia tych pieniędzy to cały splot osób i ich powiązań sprzed wielu, wielu lat.

Fragment książki pt. Pijani Bogiem, Jan Góra OP, Poznań 2001 r.