Historia obrazu i sanktuarium

Matka Niezawodnej Nadziei jest wspomnieniem dramatu jaki rozegrał się w Jamnej w czasie wojny. A twarz dzieciątka to podobizna maleństwa, które przyszło na świat na przełomie wieków dzięki mamie gotowej na najwyższe poświęcenie, aby dziecko mogło żyć.

Jest 25 września 1944r. Niemcy dopiero co stoczyli bitwę z partyzanckim batalionem Armii Krajowej „Barbara”. Sześciuset partyzantów i cztery tysiące hitlerowców. Żołnierze AK znali lepiej teren i nie dali się zamknąć w potrzasku. Zadali wrogom dotkliwe straty, zwyciężyli i wymknęli się…
Porażka obudziła u Niemców żądzę zemsty. Za pomoc partyzantom postanowili spacyfikować Jamną. Ludzie zabarykadowali się w piwnicach, próbowali ratować życie, odwołać się do chrześcijańskich wartości, które wróg też powinien przecież w sercu nosić…
Naprzeciw żołnierzom z SS-Galizien wyszła młoda kobieta z dwójką dzieci sąsiada i swoim na ręku. W drugim ręku trzymała obraz Matki Boskiej – prawdopodobnie wizerunek Pani Tuchowskiej. Mieli nadzieję, że nie będą strzelać do bezbronnej niewiasty z dziećmi. Mylili się – seria z karabinu zgasiła życie całej czwórki. Potem zginęli inni.

Wydawało się, że w Jamnej umarła nadzieja.
O. Andrzej Chlewicki OP powtarza często historię usłyszaną przed laty od nieżyjącego już mieszkańca Jamnej Czesława Mastalerza dodając: Wydaje się, że wygrał ten co miał karabin, ten, który zabił. Jednak czas pokazał, że nienawiść przegrywa. Ziarno, które obumiera, wydaje plon. Krew męczenników jest zasiewem wiary, nadziei i miłości. Z tego martwego ziarna wyrosła nowa Jamna…

Gdy o. Jan Góra poznaje dramatyczną historię pacyfikacji Jamnej, w jego głowie pojawia się uparta myśl – by w Jamnej znów zamieszkała nadzieja. Prosi poznańską artystkę – Małgorzatę Sokołowską, wychowankę duszpasterstwa, aby napisała ikonę dla Jamnej. Opowiedział jej wojenną historię i zażyczył sobie, żeby Matka Boża była najpiękniejsza na świecie. I żeby miała zieloną sukienkę, bo zielony to kolor nadziei.

Małgosi udaje się spełnić życzenie ojca Góry – jest piękna. Na głowie ma wiejską chustkę, jak ta młoda matka, która w 1944 r. wyszła z dzieckiem po raz ostatni z domu w Jamnej wprost do domu Ojca…
Niezawodna nadzieja powróciła wreszcie do wsi Jamna.
3 czerwca 1998 r. Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra osobiście nałożył na obraz Matki Niezawodnej Nadziei złote korony, by wielu błądzącym synom mogła skuteczniej wyjednywać Bożą Łaskę i w niej ich umacniać.

Życie napisało jednak scenariusz, którego nikt nie potrafiłby wymyślić… Kiedy nasza artystka pisała ikonę, jej siostra, również wychowanka naszego duszpasterstwa, spodziewała się drugiego dziecka. I ona i jej mąż z nadzieją czekali na przyjście na świat drugiego owocu swojej miłości. Radość oczekiwania przesłoniła jednak dramatyczna diagnoza: badania wykazały, że kobieta ma nowotwór. Miała do wyboru: albo przyjąć chemię i naświetlania – ale wówczas wiadomo było, że dziecko nie przeżyje – albo zrezygnować z terapii narażając własne życie.
Decyzję podjęła Miłość. Kobieta postanowiła zaczekać z leczeniem i urodzić dziecko. Maleństwo przyszło na świat przez cesarskie cięcie w Szpitalu Miejskim im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Lekarze płakali gdy przekonali się, że w kobiecie żyło… tylko maleństwo. Ona sama z medycznego punktu widzenia nie powinna była doczekać dnia porodu.
Szwagier autorki ikony został wdowcem z dwójką dzieci –  a Małgosia Sokołowska wtedy właśnie pisała Ikonę Jamnejską.
Buzia dzieciątka Jezus, to buzia dziecka jej zmarłej siostry.

W tej Ikonie są zawarte dwa ślady wielkiej miłości, która składa w ofierze życie.