24.12.2005 r. – Pasterka 2005 Wiecznego Ojca wieczny blask ukryty w ciele dziecka – Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu – Bóg-dziecko, który tak kocha, że najsłabszym być umie… Któż nie odwzajemni takiej Miłości? Któż nie pokocha Tego, który tak nas kocha? Czy to nie dziwne, że od tamtej nocy – od nocy Bożego narodzenia, w świecie ani na moment nie ustała niechęć, wrogość a nawet […]

24.12.2005 r. – Pasterka 2005

Wiecznego Ojca wieczny blask
ukryty w ciele dziecka –
Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony a nie stworzony,
współistotny Ojcu –
Bóg-dziecko,
który tak kocha,
że najsłabszym być umie…

Któż nie odwzajemni takiej Miłości?
Któż nie pokocha Tego, który tak nas kocha?

Czy to nie dziwne, że od tamtej nocy –
od nocy Bożego narodzenia,
w świecie ani na moment nie ustała
niechęć, wrogość a nawet agresja wobec dziecka?!

Przyszła na świat maleńka Miłość – w czym zawiniła,
że ten świat stał się dla niej tak nieludzki?!

18.12.2005 r. – 4 Niedziela Adwentu

„Bóg posłał anioła Gabriela…” (Łk 1,26).

Anioł Pański zwiastował
Pannie Maryji nowinę
tak nieoczekiwaną,
że się uginał pod jej ciężarem.
Drżał, nie wiedząc,
czy ją przyjmie,
i czy udźwignie – człowiek ?

Idą święta Bożego Narodzenia – tak oczekiwane…

Czy jednak niosą w sobie
dla nas nowinę,
nowinę dobrą –
że to w nas-ludziach
Bóg chce znaleźć dom
na mieszkanie dla siebie ?

Olbrzymi to ciężar –
tajemnica wiary ewangelicznej:
zobaczyć Boga tam,
gdzie się Go najmniej spodziewamy.
Choćby w stajni – czyli w sobie…

11.12.2005 r. – 3 Niedziela Adwentu

Kim jesteś…? Co mówisz o sobie? (J 1,22)

Kim jesteś? Co mówisz o sobie?

Świat jaki nas otacza i który nosimy w sobie
za bardzo jest zatłoczony i za bardzo nas niewoli…

Wszyscy potrzebujemy pustej i wolnej przestrzeni spotkania,
czyli pustyni, żeby usłyszeć Głos – On nam powie…

– Twoje serce ukrywa w sobie tajemnicę…

Musisz wyruszyć w głąb własnego serca, na pustynię wielkich pragnień –
Prawda o nas nie jest gdzieś na zewnątrz – Ona jest w nas ukryta, w naszym sercu…

Kim jestem? – Nie jestem Panem Bogiem – z tej prawdy wynikają potem wszystkie inne…

04.12.2005 r. – 2 Niedziela Adwentu

„Oto wysyłam mojego posłańca przed Tobą,
aby przygotował Twoją drogę ” (Mk 1,2).

Powtórzę myśl z ubiegłej niedzieli:

Wszyscy muszą naprawdę umrzeć,
ale nie wszyscy tak naprawdę żyją.

Dni przychodzą i odchodzą –
następują po sobie,
jak wódka za wódką w bufecie…

Kolejny minął,
a ty,
może jak ktoś,
kto za dużo wypił,
pytasz: Co ja tutaj robię?
Czy ja jeszcze żyję?
Gdzie podziało się moje życie?

Na dnie wszystkich rzeczy
jest gorycz i płacz –
kosmiczny smutek stworzenia.

Paradoksalnie, nasz sprzymierzeńca,
ów posłaniec –
jak Jan Chrzciciel wyprowadza nas na pustynię;
tutaj, każe nam szukać własnego serca…

Musimy wyruszyć do naszych własnych serc,
prostymi ścieżkami
do naszych najgłębszych pragnień –
jedynie one mogą przygotować drogę Panu,
a tym samym,
naszemu życiu udzielić Życia…

powrót

27.11.2005 r. – I Niedziela Adwentu

„Lecz co wam mówię,
mówię wszystkim:
Czuwajcie” (Mk 13,37).

Wszyscy muszą naprawdę umrzeć,
ale nie wszyscy tak naprawdę żyją.

Kolejny Adwent,
głosem Kościoła
– głosem Chrystusa:
Czuwajcie –
kolejny raz usiłuje przywrócić nas życiu.

20.11.2005 r. – Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata

…byłem głodny (…) byłem spragniony (…) byłem przybyszem (…)
byłem nagi (…) byłem chory (…) byłem w więzieniu (…) (Mt 25,42-43)

Ermanno, na naszych rekolekcjach powiedział,
że w jego życiu dokonał się prawdziwy przełom
w chwili, gdy zrozumiał,
że Chrystus w którego wierzy ma twarz,
i że jest to twarz jego żony,
jego dzieci, jego przyjaciół…
W tych twarzach
Jezus stał mu się naprawdę kimś bardzo bliskim
i tak jak on tak bardzo spragnionym miłości…

Ta myśl pokrywa się z treścią dzisiejszej Ewangelii,
gdzie Chrystus ukazuje nam swoją twarz
w każdej ludzkiej twarzy.
Bo każda ludzka twarz jest twarzą
głodnego, spragnionego, przybysza, nagiego, chorego i więźnia.

Każdemu coś brakuje, każdego coś niewoli…
Tym brakiem najdotkliwszym jest brak miłości.
A tym, co nas najbardziej niewoli jest strach
przed podjęciem ryzyka milości…
– Strach, który trzyma nas w więzieniu
takiego oto przekonania:
Pokochaj coś,
a będziesz miał ściśnięte serce,
a może nawet złamane.
Jeśli chcesz mieć pewność, by zostało nietknięte,
nie wolno ci go nikomu oddawać, nawet zwierzęciu.

Myślę, że dopóki nie zrozumiemy,
że ze wszystkich spraw,
które dzieją się pod słońcem
jedynie miłość się tak naprawdę w życiu liczy –
nie możemy, nie mamy prawa mówić
o królowaniu Chrystusa w naszym życiu.

13.11.2005 r. – 33 Niedziela Zwykła

„Kłamliwy wdzięk i marne jest piekno” (Prz 31,30).

„…dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy” (1Tes 5,2).

„Pewien człowiek, mając udać się w podróż,
przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek.
Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden,
każdemu według jego zdolności i odjechał.
(…) Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług
i zaczął rozliczać się z nimi” (Mt 25,14-15;19).

Prawda o życiu jest brutalna –
mówią o tym dzisiejsze czytania:

I to, że kłamliwy wdzięk
i marne jest piękno,
gdyż wszystko przemija,
i nasze dni też są policzone…

I to, że dzień Pański
przyjdzie jak złodziej w nocy…

I to wreszcie, że ze swojego życia
wszyscy będziemy rozliczeni…

Panie, naucz nas liczyć dni nasze
byśmy zdobyli mądrość serca.

Mądrością serca jest miłość –
ona jest najważniejsza,
skoro według zapowiedzi,
w dzień Pański
wszyscy będziemy sądzeni z miłości…

06.11.2005 r. – 32 Niedziela Zwykła

„Królestwo niebieskie
podobne będzie do
dziesięciu panien,
które wzięły swoje lampy
i wyszły na spotkanie oblubieńca”
(Mt 25,1).

Wszystkie były pannami
i wszystkie –
zarówno te mądre
jak i te głupie
wzięły swoje lampy,
i wyszły na spotkanie Oblubieńca
– zmorzone snem wszystkie zasnęły.

Gdzie jest to „coś”, co sprawia
że jedne są mądre a inne głupie?

– Myślę, że te głupie
zagubiły gdzieś swoją kobiecość…
Kiedy się obudziły –
odkryły, że nie mają światła,
czyli ukrytego piękna,
które można by odsłonić
– dla Oblubieńca.

Świat zabija serce kobiety,
czyli odziera ją z ukrytego piękna,
każąc jej być twardą, skuteczną i niezależną.
Tak samo kościół może zabić serce kobiety
wmawiając jej, że szczytem kobiecości jest bycie służebnicą.

30.10.2005 r. – 31 Niedziela Zwykła

*”Na katedrze… zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze”* (Mt 23,1).

Nie wiem, gdzie? i u kogo?
to przeczytałem,
nie pamiętam,
ale myśl była taka:
że Ewangelia
nie jest żadną nauką.
Ewangelia jest życiem.
Ona nie potrzebuje
ani nie szuka profesorów.
Ona potrzebuje świadków –
Tych, którzy rozumieją,
że Miłość jest cudem
ponad które nie ma nic
piękniejszego…

Miłość – jedyna droga
do naprawy świata;
jedyna droga
do uczłowieczenia człowieka…

Jedynie Miłość
pozwala odetchnąć zbawieniem,
czyli dać nadzieję życia i wiary w życie.
Czyni bezgranicznie szczęśliwym.
Jest drogą do Nieba…

Nic z tego nie rozumieją ci,
którzy, nie wiadomo jak wysoko
siebie cenią, bogaci a także pyszni,
żądni władzy i zarozumiali…

– Oni nie słyszą Boga mówiącego
o sobie, że jest Miłością, że miłość
jest możliwa; i jedynie dla Miłości
warto żyć…
Dla nich Ewangelia jest pustą mową,
martwą literą, smutną nowiną,
gąszczem przepisów i paragrafów…

– Jak ci, którzy sami nie płoną
mogą zapalić innych
…aby w miłości wzajemnej
stawali się ludźmi,
aby w miłości wzajemnej
czynili nasz świat
bardziej ludzkim światem…?

23.10.2005 r. – 30 Niedziela Zwykła

„Będziesz miłował
Pana Boga swego
całym swoim sercem,
całą swoją duszą
i całym swoim umysłem.
…Będziesz miłował
swego bliźniego
jak siebie samego”
(Mt 22,37-39).

Gdzieś zagubiona,
dziś w Ewangelii przypomniana
– miłość
do Pana Boga i do ludzi.

– Tak niezbędna, by żyć
i choć troszeczkę być szczęśliwym…

Miłość jest wynalazkiem Boga a nie ludzi,
i ludziom jest powierzona, by w miłości
stawali się znowu dla siebie ludźmi…

Miłość jest w rękach ludzi –
podobna do siewnego ziarenka,
które na pozór wiecznie przegrywa.

Lecz gdy zakwita zboże
a potem plon przynosi,
raduje się ziemia…

16.10.2005 r. – 29 Niedziela Zwykła

„Nauczycielu, wiemy,
że jesteś prawdomówny
i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.
Na nikim Ci też nie zależy,
bo nie oglądasz się na osobę ludzką.
Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje?
Czy wolno placić podatek Cezarowi,
czy nie?” (Mt 22,16-18).

Na twarzach
przyklejony uśmiech
a w rękach
obnażone miecze –
kolejny przykład
misterium obłudy i nieprawości
jakich niemało i dzisiaj…

Świat czwartej władzy –
świat medialny;
świat polityki, świat biznesu,
ale i zwykły świat, nasz codzienny –
jakże podły i nikczemny,
gdy zapominamy, że drugi człowiek
jest dzieckiem Bożym;
że zamach na niego, na jego godność
jest tym samym, co ugodzenie
obnażonym mieczem w samo serce Boże –
z fałszywym uśmiechem na twarzy…

09.10.2005 r. – 28 Niedziela Zwykła

„Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom,
i zauważył tam człowieka nie ubranego
w strój weselny” (Mt 22,11).

Bez wyjaśnienia,
niezrozumiała jest ta przypowieść,
a król który wyprawił weselną ucztę
swemu synowi – czyli Pan Bóg –
mógłby wydać się okrutnikiem…

Otóż trzeba wiedzieć, że każdemu
z zaproszonych na ucztę gości,
tuż przed wejściem na salę biesiadną
wręczano odświętną szatę – strój weselny…

Strój weselny, to miłość Chrystusa –
tak wielka, że nie ma większej,
bo potwierdzona świadectwem krwi
– miłość za nic i pomimo wszystko…
Ona przygarnia i obejmuje wszystkich,
i zbawia wszystkich. Lecz są tacy,
którzy jej nie ufają
– zawsze znajdą jakieś powody,
aby jej nie przyjąć…
Jak ten człowiek z przypowieści,
który oniemiał – bo tak naprawdę
nie miał żadnego argumentu
aby się wytłumaczyć,
– dlaczego nie przyjął weselnej szaty ?!

I tutaj dotykamy tajemnicy piekła…

– Bo piekło jest samotnością tego,
który niczego nie chce – nie umie przyjąć;
osamotnieniem tego, który odrzuca miłość…

– To jest to mroczne i straszne miejsce w człowieku,
gdzie nie dociera wyzwalające słowo Boga –
słowo miłości, słowo przebaczenia…

02.10.2005 r. – 27 Niedziela Zwykła

„Posłuchajcie przypowieści.
Był pewien gospodarz,
który założył winnicę” (Mt 21,33).

Jeszcze tego nie wiesz
mój przyjacielu –
że to ty
jesteś winnicą Pana ?

Pan czeka na plon
jemu należny –
spodziewa się słodkich winogron,
a ty cierpkie rodzisz jagody ?

Zostałeś stworzony
na obraz Boga,
który jest Miłością.
Z sercem, aby kochać.
Z dłońmi, by rozdawać,
i by innych obejmować,
a nie zabijać i kamienować…

25.09.2005 r. – 26 Niedziela Zwykła

Pamięć i Tożsamość – Rocznica
pacyfikacji i męczeństwa wsi Jamna.

„Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów kolo siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi, że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”.

– Tak mówi poeta.

Jednak nasza pamięć, bolesnych wydarzeń
tutaj na Jamnej, jest wyrazem woli przebaczenia
i woli życia – Skierowaniem ku przyszłości…

Niech Bóg nas w nią prowadzi, bez nienawiści –
oczyszczając nas z pragnienia odwetu…

Boże przebacz im i nam
– przebacz człowiekowi,
który zło czyniąc nie wie co robi…

Nie wie, że krzyżuje Miłość.

18.09.2005 r. – 25 Niedziela Zwykła

„Czemu tu stoicie
cały dzień bezczynnie?
(…) Bo nas nikt
nie najął” (Mt 20,6-7).

Ludzie stoją bezczynnie
z popapranym życiem;
z grzechami,
które przerastają ich głowę;
bez wiary
w siebie i swoją przyszłość –
bez nadziei uleczenia…

Bo nikt im tej nadziei
nie dał –
nie powiedział im,
że są potrzebni;
że jest Ktoś, kto kocha ich,
i w nich wierzy…

Choćby już nikt w nich
nie wierzył – to jednak
On w nich, w nas wierzy;
i będzie czekał na nas, na każdego,
nawet gdy będzie miało się ku wieczorowi,
i dzień się już nachyli do ostatniej godziny…

Będzie czekał z tą swoją miłością,
której nie umie, nie potrafii dzielić…

No bo jak tu miłość podzielić?
Tak na 1/4?,
a może na 1/3?,
a może na pół?!

„Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć,
wzywajcie Go, dopóki jest blisko.
Niechaj bezbożny porzuci swą drogę
i człowiek nieprawy swoje knowania.
Niech się nawróci do Pana,
a Ten się nad nim zmiłuje
i do Boga naszego,
gdyż hojny jest w przebaczaniu”(Iz 55,6-7).

Nasz Pan Bóg jest cierpliwy
i bogaty w miłosierdzie…
Jego myśli nie są myślami naszymi
ani nasze drogi Jego drogami.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi Jego nad naszymi drogami
i myśli Jego nad myślami naszymi (por. Iz 55,7-9).

11.09.2005 r. – 24 Niedziela Zwykła

„Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić…
… i daruj obrazę” (Syr 28,6-7).

Świat się zapętlił
w śmiertelnym kręgu.
Zło wywołuje zło.
Przemoc rodzi przemoc.
Bo krzywdę,
bo obrazę trzeba zemścić…

Za jednym bezprawiem
podąża drugie bezprawie
starą jak świat wydeptaną drogą,
drogą odwetu.
Drogą przesiąkniętą krwią i łzami;
drogą śmierci…

Lecz zło nie przełamie
tego śmiertelnego kręgu.
To wręcz nieprawdopodobne:

Nagle zjawił się ktoś
w historii ludzkiej,
kto ten krąg przerywa
i podąża zupełnie inną drogą,
drogą przebaczenia…

Drogą do człowieczeństwa między ludźmi.
Drogą ku światłu w ciemnej nocy.
Długą i daleką drogą do miłości…
By ustała przemoc okrywająca świat żałobą;
i by zakwitła radość życia,
jak barwna tęcza
na niebie naszej wioski,
która zwie się – ziemia.

Przebaczenie może wyrażać się rozmaicie.
Najgłębszym wyrazem ewangelicznego przebaczenia
jest szczera modlitwa za krzywdzicieli:
„Boże, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

04.09.2005 r. – 23 Niedziela Zwykła

„Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie,
idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18,15)

Tragedią życia człowieka
jest to, że w nim coś umiera,
choć on sam nadal żyje…

Kiedy mówimy o upomnieniu
kogoś, kto przeciwko nam zgrzeszył,
to musimy mieć świadomość,
że upomnieniem dotykamy
tajemnicy grzechu; a tak naprawdę
wkraczamy a świat ludzkiej tragedii.

Nie wolno wchodzić w ten świat
bez wyobraźni miłosierdzia…
Nie wolno chcieć tego kogoś
pognębić, upokorzyć, potępić.
– Mamy upomnieć…,
ale powodowani miłością;
a to oznacza, że mamy tego kogoś
przywrócić życiu…

Mamy temu, co błądzi, co się pogubił,
co porzucił wielkie pragnienia,
co uśmiercił swoje własne serce
powiedzieć: Nie marnuj siebie!
Trzeba żebyś żył! czyli odnalazł
swoje pogrzebane gdzieś serce
i zaczął kochać…
Nie wyrządzał zła nikomu,
i nikomu nie był nic dłużny
poza wzajemną miłością…

04.09.2005 r. – 23 Niedziela Zwykła

„Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie,
idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18,15)

Kolejny chrzest na Jamnej…

Crzest, który zanurza nas
w Chrystusa Jezusa,
w Jego krzyż,
i Jego śmierć –
ku nowemu życiu…

Są ludzie, którzy w Pana Boga
i nowe życie nie wierzą –
Problem, myślę tkwi w wyobraźni…

A oto dialog pomiędzy bliźniakomi,
które są w brzuchu mamy.
Pierwszy zapytał się drugiego:
– Wierzysz w życie po porodzie ?
– Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje,
że my właśnie po to tu jesteśmy,
żeby się przygotować na to, co będzie potem.
– Bzdury ! Żadnego życia po porodzie nie ma.
Jak miałoby wyglądać ?
– No nie wiem, ale będzie więcej światła.
Może będziemy biegać, a jeść buzią…
– No to przecież nie ma sensu ! Biegać się nie da !
A kto widział, żeby jeść ustami ! Przecież żywi nas
pępowina.
– No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się
będzie o nas troszczyć.
– Mama ? Ty wierzysz w mamę ? Kto to według
Ciebie w ogóle jest ?
– No przecież jest wszędzie wokół nas…
Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
– Nie wierzę ! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem,
czyli jej nie ma…
– No jak to ? Przecież jak jesteśmy cicho,
możesz posłuchać jak śpiewa ,albo poczuć
jak jak głaszcze nasz świat.
Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie
zaczyna się póżniej, zaczyna się po porodzie.

19.06.2005 r. – 12 Niedziela Zwykła

*”Nie bójcie się… „* (Mt 10,26)

Ktoś powiedział,
że potęga ludzi złych
karmi się tchórzostwem
ludzi dobrych.

Jednak w świecie
pełnym zła i demonów
czasami zdarza się miłość,
która wszystko zmienia.

– Dzięki niej, wszelki lęk
zamyka swoje wielkie oczy,
znajdując ukojenie u Tego,
do ktorego wołamy: „Abba-Ojcze”.

Jeżeli zatem chcemy się uwolnić
od demona bojaźni,
który sprawia,
że zło staje się wszechobecne
i tak potężne,
to musimy przywrócić
naszemu życiu miłość.

– Przywrócić Chrystusa,
tym wszystkim miejscom,
obszarom naszego życia,
gdzieśmy się Go zaparli.

05.06.2005 r. – 11 Niedziela Zwykła

„Jezus widząc tłumy ludzi,
litował się nad nimi,
bo byli znękani i porzuceni,
jak owce nie mające pasterza.
…Wtedy przywołał do siebie
dwunastu swoich uczniów
i udzielił im władzy
nad duchami nieczystymi,
aby je wypędzali
i leczyli wszelkie choroby
i wszystkie słabości.” (Mt 9,36;38)

Miłosierdzie Boże nad wszystkimi,
którzy są znękani i porzuceni…

Myślę, że również nad naszą ojczyzną;
nad nami, którzy utraciliśmy
wielkiego pasterza – naszego rodaka
Jana Pawła II.

Kiedy walą się fundamenty,
runęły w proch wszystkie autorytety.
Kiedy słowa: „honor”, „uczciwość”, „dobro wspólne”
nic nie znaczą,
a „patriotyzm”, „Polska”, „polskość” –
to słowa wstydliwe,
z których jedni się naśmiewają,
a inni się tłumaczą.
Kiedy „katolicki” wcale nie znaczy „powszechny”,
ale „ciasny”, „zaściankowy” –
jednym słowem „ciemnogród kościelny”
Kiedy dawna „bezpieka” rozgrywa teczkami
swoje gierki, geszefty, szemrane interesy.
Kiedy we własnym kraju czujemy się znękani,
oszukani i porzuceni…

– to przecież jest Pan Bóg nad nami.

I módlmy się o to, by wybrał,
powołał i dał nam takich pasterzy,
którzy wyprowadzą nas
z tej materialnej, politycznej;
ale i duchowej, moralnej
zapaści…

29.05.2005 r. – 9 Niedziela Zwykła

Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie,
wejdzie do królestwa niebieskiego,
lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca,
który jest w niebie. (Mt 7,21)

Jezu, Ty mówisz:
Nie każdy, który mi mówi:
Panie, Panie, wejdzie do nieba…

Nie można już wierzyć
cudzołożnej mowie,
odkąd się zhańbiła
pierwszą niewiernością –
bo za pierwszą idą dalsze…

Nie słowa zatem –
choćby najwznioślejsze,
najbardziej czułe,
lecz czyny się liczą…

– Ty sam powiedziałeś Jezu:
Po owocach ich poznacie…

A zatem –
Do nieba idzie się nie dlatego,
że się mówiło o Panu Bogu,
w Imię jego i do Niego…
Ale dlatego, że się z Nim było
na dobre i złe,
z tą ufnaścią –
Jezu, ufam Tobie,
wyrażoną nie słowami,
lecz wyobraźnią miłosierdzia
i czynem, czyli życiem…

22.05.2005 r. – Uroczystość Najświętszej Trójcy

Bóg-
W swoim wnętrzu
Tak bardzo niepojęty
Wydaje się tak bardzo
Samotny…

A przecież nie jest
Skoro istnieje w Tajemnicy
Trzech Osób –

Ojca-i-Syna-i-Ducha Świętego

Tak samo człowiek –

W samotności możemy istnieć dla siebie…

W niej każdy dzień
Każdy czyn jest wyspą
Obmywaną przez czas i przestrzeń

W niej możemy istnieć również dla drugich
Wychodzić do nich
Nie żądając uwagi i uczuć
Ale ofiarując im własne „ja”
By pomóc budować wspólnotę miłości

Samotność nie odrywa nas od innych
Ale umożliwia prawdziwą przyjaźń

Jezus w jedności
Z Ojcem
W Duchu Świętym –
Powiedział:

Nie nazywam was sługami,
ale przyjaciółmi moimi,
jeśli czynicie wszystko
co wam przykazałem –

Miłujcie się wzajemnie tak,
jak Ja was umiłowałem

15.05.2005 r. – Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Dzisiejsza Uroczystość Zesłania Ducha Świętego,
tak nieoczekiwanie przywołuje w mojej pamięci
słowa zmarłego Ojca Świętego Jana Pawła II,
które wypowiedział w czasie jednej z pielgrzymek
do naszej Ojczyzny – zdaje się, że było to gdzieś
na Wybrzeżu…
Dokładnie nie pamiętam, ale powiedział do zebranych
mniej więcej tak: „Z pewnością powiecie – Papież
rzuca słowa na wiatr… Tak, rzucam! Bo Papież wierzy
w wiatr… Ten wiatr, który nagle spadł z nieba w dniu
Pięćdziesiątnicy na zalęknionych apostołów,
ukrywających za zamkniętymi drzwiami…
I od tamtego czasu, już nie przestaje wiać – ten wiatr,
który jest działaniem Ducha Świętego; świadectwem
Jego darów i owoców w historii świata i ludzkości,
w historii poszczególnych ludów i narodów,
w historii i życiu poszczególnych osób”.

W słowach Ojca Świętego był optymizm.
– Choćby moce zła i ciemności sprzysięgły się
i chciały zastraszyć, zniewolić i zakłamać
wszystkich i wszystko wokół –
to nie do nich należy zwycięstwo…
Zwycięstwo należy do Zmartwychwstałego Chrystusa.
– Zwycięstwo jest po stronie Dobra, Prawdy, Wolności,
Sprawiedliwości i Miłosierdzia…

Mieliśmy szczęście oglądać na własne oczy
działanie Ducha Świętego za życia Jana Pawła II
i tuż po jego śmierci –
choćby w tym nieprawdopodobnym
zjednoczeniu się naszego narodu…
Nie dajmy sobie tego odebrać, nie zmarnujmy tego –
Jako naród, jesteśmy zdolni, dla siebie i dla przyszłych
pokoleń Polek i Polaków coś dobrego zrobić…

Mimo zamkniętych drzwi
przychodzi Jezus –
by tchnąć w nas
Świętego Ducha…

– Tak, Ojciec Święty Jan Paweł II
nie obawiał się rzucać słów na wiatr…
Te słowa i dzisiaj z tą samą mocą
powracają do nas wiatrem od morza:

„Weźmijcie Ducha Świętego;
Ducha Świętego nie gaście;
Ducha Świętego nie zasmucajcie!”
„Nie lękajcie się brać odpowiedzialności
za życie społeczne w naszej Ojczyźnie.
To jest wielkie zadanie, jakie stoi przed człowiekiem:
pójść odważnie do świata; kłaść podwaliny pod przyszłość,
by była ona czasem poszanowania człowieka; by była
otwarta na Dobrą Nowinę! Czyńcie to w jednomyślności,
która wyrasta z miłości do człowieka i z umiłowania Ojczyzny.
Trzeba „wielkiego czynu i wielkiego dzieła”, aby cywilizację
w której żyjemy, przepoić duchem sprawiedliwości i miłości.
Trzeba „wielkiego czynu i wielkiego dzieła” by współczesna
kultura otworzyła się szeroko na świętość, pielęgnowała
ludzką godność, uczyła obcowania z pięknem.
Budujmy na Ewangelii, abyśmy, wraz z kolejnymi pokoleniami
Polakow żyjącymi w wolnej i zasobnej Ojczyźnie,
mogli dziękować wraz z Psalmistą:”

Błogosław, duszo moja Pana,
o Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie,
…Niech chwała Pana trwa na wieki,
niech Pan się raduje z dzieł swoich.
Niech miła Mu będzie pieśń moja,
będę radował się w Panu. (Ps 104)

24.04.2005 r. – 5 Niedziela Wielkanocna

„Niech się nie trwoży serce wasze.
Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie.
W domu Ojca mego jest mieszkań wiele…
Idę przygotować wam miejsce. A gdy
odejdę i przygotuję Wam miejsce, przyjdę
powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście
i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (Jn 14,1-4).

Jest taka stara pieśń średniowieczna
będąca dialogiem pomiędzy
rycerzem a wędrującym chłopcem.
Zaczyna się ona od słów:

„Ach, dokąd ty idziesz? –
rzekł rycerz na drodze”.

Na pytanie to chłopiec odpowiada:

„Na spotknie Boga”.

Pieśń ta została napisana
w czasach zarazy.
Diabeł, przybrawszy postać rycerza,
próbuje przekonać chłopca,
że życie zmierza donikąd,
że kończy się w grobie.

Każda epoka ma swoją zarazę,
jakąś potworność – zło, co przeraża…
Ma też i diabła w takiej czy innej postaci,
który staje na drodze i pyta każdego człowieka:

„Ach, dokąd ty idziesz?”

A może twoje życie nie ma
najmniejszego sensu?
Może wraz z życiem
nie ma sensu
twoja miłość i twoja praca;
twoja uczciwość i twoja wierność?
Może to wszystko jedno czy stajesz
po stronie dobra, czy po stronie zła?
Może zło i dobro to tylko ludzki wymysł,
ludzkie fantazje – coś czego tak naprawdę
nie ma?

„Ach, dokąd ty idziesz? –

Jako wierzący-chrześcijanin
swoją historię złączyłeś
z historią Chrystusa – On jest
twoją drogą i prawdą, i życiem.
I On cię prowadzi…

Czy jednak masz dosyć odwagi,
by powiedzieć najpierw samemu sobie,
a potem tym wszystkim, którym zaraza
zabiła sumienia, odebrała nadzieję życia –
powiedzieć z prostotą dziecka :
„Idę na spotkanie Boga”.

17.04.2005 r. – 4 Niedziela Wielkanocna

Ja jestem bramą.
Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie,
będzie zbawiony – (Jn 10,9a).

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi.
Choć niewielu z nich o tym pamięta.
(A. de Saint-Exupery)

To co powiem teraz
będzie trochę do dorosłych
i trochę do dzieci…

Chrystus mówiąc o sobie,
że jest bramą –
zaprasza nas,
abyśmy przechodzili przez Niego.

Można i trzeba zapytać: – Dokąd?

Odpowiedź brzmi:
Do piękna;
do dobra;
do prawdy;
do życia – czyli,
używając słów św. Piotra Apostoła:
abyśmy przestali być
uczestnikami grzechów,
a żyli dla sprawiedliwości.

Żyć dla sprawiedliwości
znaczy to samo
co być dobrym.
Ale to nie wszystko –
Potrzeba jeszcze odwagi…

Ludzi dobrych jest więcej
aniżeli ludzi złych –
pokazał nam to Ojciec św.
śp. Jan Paweł II.

Zuchwałość zła
i pozorna jego potęga
bieże się z tchórzostwa
ludzi dobrych…

Żeby z lekcji którą dał nam papież,
czyli tego niesamowitego narodowego
zjednoczenia w dobru ocalić jak najwięcej –
to życzmy sobie odwagi…

Używając słów jak najprostrzych,
o co tutaj chodzi –
przytoczę list Zbigniewa Herberta
z życzeniami imieninowymi do
trzyletniego syna swojego przyjaciela:

Więc gdy życzę ci, abyś był dobry,
to chyba wiesz, co to znaczy.
Widzę nawet, że chcesz mi podpowiedzieć,
to znaczy, Wuju – żeby wszystkich kochać
i żeby nikomu nie robić krzywdy i przykrości,
ani muszce, ani braciszkowi, ani Mamie. No,
właśnie to.
A kiedy powiem: chciałbym,
abyś był odważny, to znaczy,
że nie tylko nie możesz bać się
przechodzić przez ciemny pokój,
ale jeśli wylejesz rosół na serwetę
i Ojciec zapyta, – kto to zrobił,
żebyś powiedział: to ja, choćby za to
groził ciężki placek po łapach.

Życzmy sobie a zwłaszcza dzieciom
odwagi,
a może jest jeszcze nadzieja,
że nasza ojczyzna
będzie tą z marzeń i oczekiwań
naszego wielkiego rodaka
Ojca Św. Jana Pawła II.

10.04.2005 r. – 3 Niedziela Wielkanocna

„A myśmy się spodziewali…” (Łk 24,21a)

Miłość –
tyle jej było w Tobie,
Ojcze Święty,
a tak mało jest jej we mnie;
nie sposób mówić,
co za wstyd…

Powoli się uczę…

Co się stało,
gdzie podziało się życie?

Chyba nikt z nas
nie spodziewał się,
że tak to będzie
z Jego odchodzeniem,
z Jego śmiercią,
i z tym wszystkim co było potem –
łącznie z pogrzebem…

Kochany papież,
kochany Ojciec Święty
Jan Paweł II,
nie mogąc już nic mówić,
powiedział najwięcej;
właściwie wszystko
co najważniejsze –
pięknym świadectwem…

Nie lękał się chwili ostatniej –
bo życie spełnił przed śmiercią
Nie obawiał się śmierci –
bo umiał żyć pięknie

I odszedł z tego świata
nie trzaskając drzwiami…

Wierny Chrystusowi
i ufny
od początku do końca,
zamykając drzwi
po tej stronie życia,
mógł powiedzieć Życiu:
Panie, przecież wiesz,
Ty wiesz, że Cię kocham –
W ręce Twoje oddaję
ducha mojego…

Dobry człowiek…
dobry kapłan,
dobry biskup,
dobry papież –
dobrem wyzwolił dobro
na tylu miejscach –
tak wiele dobra…

Chciejmy tylko to dobro utrwalić,
obronić przede wszystkim w sobie –
dla siebie i dla innych…

Tak, by będąc już tam,
w tym oknie,
w domu Ojca Przedwiecznego,
i błogosławiąc nam –
uśmiechnął się do nas,
szczęśliwy…

3.04.2005 r. – 2 Niedziela Wielkanocna czyli Miłosierdzia Bożego

Szukałem was.
A teraz wy przyszliście do mnie.
I za to wam dziękuję. (Jan Paweł II)

Miłosierdzie Boże
to czułość, przebaczenie –
ta ogromna, współczująca miłość Boga,
której nie da się z niczym porównać…

Miłość, która istniała,
zanim było możliwe jakiekolwiek odrzucenie,
która będzie istnieć po tym,
gdy wszystkie odrzucenia już się dokonają…

Miłość, która nie jest za coś,
lecz pomimo wszystko –
do wszystkich, którzy ją ranią…
Tych, którzy są daleko, i tych
którzy są blisko, i tych
którym się wydaje że są blisko…

Miłość,
która nikogo z nikim nie porównuje,
nie wartościuje, nie przekreśla –
która wciąż i wciąż wychodzi każdemu
na przeciw…
Nad wszystkimi się pochyla,
każdego podnosi, z czułością tuli do serca,
dotyka, leczy, przywraca wiarę
i nadzieję życiu…

Miłosierdzie Boże to także
wołanie o wdzięczność…
Wdzięcznymi bądźcie –
dziękujcie Bogu za wszystko,
co was spotyka, i za wszystkich,
których spotykacie…

Ojcze Św. dziękujemy Ci
za twój testament,
za świadectwo twojego życia –
świadectwo miłości miłosiernej
wyrażonej w tak
wzruszająco-ludzki sposób.

26.03.2005 r. – Wielka Sobota – Wielka Noc Zmartwychwstania

Nie dla pustki
przyszliśmy tutaj –
dzisiaj,
do tego kościoła…

Pusty jest tylko grób
Chrystusa,
a kościół nie jest
Jego grobem –

Jest Jego ciałem…

W nim objawia się światu
życie Chrystusa,
tak pełne miłości i przebaczenia –
pełne miłosierdzia…

Przyszliśmy tutaj –
dzisiaj,
bo bardziej od powietrza,
chleba i lekarstw
potrzebujemy
Bożego miłosierdzia…

Wstrząsające, za życia
być grobem,
i do tego pustym;
martwym figowcem;
światłem,
które nie ogrzewa –

Życie bez miłości
jest tym wszystkim…

Przyszliśmy tutaj –
dzisiaj,
pewni, że Chrystus żyje,
zmartwychwstał…

Chcemy nasze życie
złączyć z Jego życiem –
wziąść w siebie Jego miłość…

Niezawodnym znakiem miłości
jest zmartwychwstanie –
Coś, co obumarło,
zaczyna na nowo żyć…
Gdzie przejdzie miłość,
powstaje życie…

Albowiem zmartwychwstał,
by życie nam dać –
wypełnić sensem,
czyli
miłością…

25.03.2005 r. – Wielki Piątek – Pamiątka Męki Pańskiej

Wstrząsające, Boga
na śmierć skazano,
ukrzyżowano
jak złoczyńcę…

Przemoc widzę wokoło –
ludzie wciąż dokonują sądu
nad rzeczywistością,
zabijając w niej tajemnicę…

Nie ma milości
tam
gdzie nie ma tajemnicy…
Z szat Cię obnażyłem,
brakiem wyobraźni
do krzyża przybiłem…
Przechodząc drogą,
potrząsam głową –
wylękniony bluźnierca…

Boże – Miłości
tak dawna a tak nowa –
miej miłosierdzie
dla mnie,
dla nas,
i świata całego

– dla Jego bolesnej męki…

24.03.2005 r. – Wielki Czwartek – Pamiątka Ostatniej Wieczerzy

Wstrząsające, Bóg
umywa człowiekowi nogi,
którego sam stworzył –
na swój obraz
i podobieństwo swoje…

Żeby je przywrócić,
trzeba zacząć
od nóg…

– To one człowieka
powiodły bezdrożami pychy,
ku fałszywej wolności…

I to właśnie jest sytuacja Boga –
w każdym sakramencie,
zwłaszcza w sakramencie
pokuty i eucharystii,
przychodzi do nas,
żeby obmyć nam nogi…

W tym obrazie kryje się
tajemnica wiary ewangelicznej:
widzieć Boga tam,
gdzie się Go najmniej spodziewamy
Choćby w stajni… pod nogami ludzi
i w ludzkich rękach…
Choćby w wieczerniku, gdzie
przyjmuje postać sługi…

Bo nas tak kocha,
że najsłabszym i ostatnim
być umie…

Żeby tylko umyć nam nogi…
Czyli przywrócić dziecięctwo Boże

23.03.2005 r. – Wielka Środa

Wielki Tydzień rozpoczyna się pod znakiem
zdrady Judasza…

Byłoby lepiej dla tego człowieka,
gdyby się nie narodził (Mt 26,24) –

Tak nieraz ktoś powie o kimś…
I to zaboli,
jak odcisk nie w porę,
jak jęczmień co czerwienieje,
gdy na deszcz się zbiera
– zresztą, tak człowiekowi
nie wolno powiedzieć o nikim,
nawet o sobie…

A gdy tak mówi Bóg,
o kimś
kogo sam stworzył?!
– On, który jedyny zna serce człowieka?

Jaki ból może to sprawić…

Czy pocałunek, który zamiast świadczyć
o miłości,
stał się pieczęcią zdrady?!

20.03.2005 r. – Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej

misterium nieprawości
i misterium miłości –
jak wielka jest
tajemnica człowieka…
rzucona w przepaść
Bożego miłosierdzia…

30.01.2005 r. – 4 Niedziela Zwykła

Ewangelia błogosławieństw – (Mt 5,1-12a)

Ktoś powiedział,
że błogosławieństwa
są pieśnią, którą śpiewa Bóg,
chwaląc swoje stworzenie…

– Dziwna to pieśń,
która mówi
o szczęściu w nieszczęściu

„Błogosławieni…”

Błogosławieni, czyli godni zachwytu
i wspaniali – naprawdę szczęściarze –
„ubodzy w duchu”;
„którzy płaczą”;
„cisi”;
„miłosierni”;
„czystego serca”;
„którzy cierpią dla sprawiedliwości”;
„i czynią pokój…”;
„… którzy są prześladowani z powodu Jezusa”

Boże, dziękujemy Ci za tę pieśń –
bo dzięki niej zmienia się nasze
doświadczenie rzeczywistości
i nasze doświadczenie czasu…

Okazuje się, że pod warstwą
pozorów i naszych mniemań
o szczęściu
jest to, co naprawdę jest szczęściem…

Że spoglądając na naszą teraźniejszość
z perspektywy przyszłości
możemy żyć nadzieją…

Rzeczy przyszłe przewyższą utrapienia
rzeczy teraźniejszych

Rzeczy teraźniejsze mają sens
w rzeczach przyszłych:

są drogą ku rzeczom ostatecznym…

Dlatego właśnie ci, którzy na tę drogę wkroczyli,
są błogosławieni

23.01.2005 r. – 3 Niedziela Zwykla

„Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”
(Mt 4,20)

Tak łatwo pójsc w życiu
za wymyślonym mitem,
stać się apostoęem niewiary,
gorliwym jej wyznawcą;
ba – nawet jej męczennikiem…

Z Jezusem jest inaczej –
Najpierw trzeba sie z Nim spotkać,
A dopiero potem uwierzyć –
Czyli Jemu zaufać…
Zaufać MIŁOŚCI prawdziwej
ZostawiĆ za soba swoją przeszłość –
Natychmiast
Wejść w NIEZNANE
Jak w ogród tajemniczy
Głosu słuchać
Z mroków wychodzić
Odkrywac Drogę – Prawdę
I Życie –
Czyli w ramionach JEZUSA się znaleźć
Na Jego piersi spocząć
Słuchająć Jego serca
Oddychać MIŁOŚCIĄ

– Jezus nie jest wymyślonym mitem…

16.01.2005 r. – 2 Niedziela Zwykła

„Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł:
Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J1,29)

Oto Baranek Boży,
który gładzi grzechy świata –
słyszymy
podczas każdej Mszy św.,
gdy kapłan unosi nad ołtarzem
w postaci chleba –
Ciało Chrystusa;
Ciało Baranka Bez Skazy,
który został zabity
i za nasze grzechy –
przybity do drzewa krzyża
za całe zło świata…

– Ten fakt musi budzić w nas twogę,
bo przecież to nasze grzechy zabiły
Bożego Baranka –

Dlatego podczas każdej Mszy św. mówimy:
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami…

Lecz zaraz dodajemy:
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
obdarz nas pokojem

– Bo przecież fakt,
że Syn Boży jest Barankiem,
który gładzi grzechy świata –
jest również odkryciem
Tej Wielkiej Miłości
jaką zostalimy obdarowani…

Odkrycie Miłości,
którą mogę przyjąć
większa jest od trwogi;
przynosi pokój i ulgę –

dlatego mówimy:
Panie, nie jestem godzien,
abyś przyszedł do mnie,
ale powiedz tylko słowo,
a będzie uzdrowiona dusza moja

Podsumowując:

Największym darem
jest miłość;
śmierć Bożego Baranka –
to jedynie
cena za grzech

– Tę prawdę tak pięknie ujął poeta
ks. Twardowski – pisząc:

jakże się teraz nie bać
nie trwożyć
z tylu ranami naraz
na krzyż Cię złożyć

Matka Boska się śniła
płakała:
jak we Mszy świętej
krew Twą oddzielić od ciała

z powrotem piątek
słońce umiera
nie widać

jeśli jest miłość przestań się martwić
i śmierć się przyda

9.01.2005 r. – Niedziela Chrztu Pańskiego

A z nieba odezwał się głos:
Ten jest mój Syn umiłowany,
w którym mam upodobanie (Mt 3,17)

Gdy Jezus został ochrzczony –
Bóg natychmiast wypowiada
Jego Imię – Jedno-Jedyne –
Ten jest mój Syn
Umiłowany,
W którym mam upodobanie

Ewangelia czyli Dobra Nowina
głosi,
że w tym Imieniu jest nasze zbawienie…

I nad nami wypowiedziano kiedy? imię –
na chrzcie ?więtym;
każdy z nas został nazwany
jakim? imieniem,
jednym z tysięcy;
jedynym dla nas
i dla Niego,
w którego Imieniu zostali?my ochrzczeni…
On nas nim przywoła –
kiedy?…
jednego z tysiecy;
na nowo tym imieniem nazwie
tak, że i Bóg przytaknie –
bo?my jego dziećmi
także umiłowanymi,
w których ma upodobanie –
przez Jezusa, z Jezusem, i w Jezusie…

…byleby?my tylko Jezusa nie zdradzili,
nie zniechęcili się Nim ani nie znużyli –
byleby?my za żadne skarby nie pozwolili
odł?czyć się od Niego…