XXX Niedziela Zwykła

Jezus powiedział do niektórych,
co ufali sobie, że są sprawiedliwi,
a innymi gardzili (Łk 18,9).

Pogarda dla drugiego człowieka
ma mnóstwo wcieleń, ma wiele twarzy…

To bardzo groźna choroba ludzkiego
serca, które nie ma w sobie miłości –
nie ma w sobie głębokiego miłosierdzia,
ani przebaaczenia, ani łagodności,
ani delikatności, ani cierpliwości,
ani pokory…

Myślę, że ludzie z pogardą w sercu
są nieszczęśliwi – nie mają innym
nic do dania, nic do zaofiarowania
oprócz pogardy,
a to stanowczo za mało na szczęście…

Szacunek dla drugiego człowieka,
dla każdego człowieka jest warunkiem
szczęścia.

Inaczej mówiąc: Miłość jest wszystkim,
co potrzebne do szczęścia…

XXIX Niedziela Zwykła

Czy jednak Syn Człowieczy
znajdzie wiarę na ziemi,
gdy przyjdzie? (Łk 18,8).

Jest w tym pytaniu
głęboki smutek,
z powodu człowieka,
w którym umarła wiara…

Jakże się nie smucić,
skoro tylu uważa się
za chrześcijan,
a Jezus nie rozpoznaje
w nich swoich uczniów…

XXVIII Niedziela Zwykła

Jezus zapytał: Czy nie dziesięciu
zostało oczyszczonych? Gdzie jest
dziewięciu? (Łk 17,17).

Dziesięciu nieszczęśliwych ludzi
zanosi wspólne błaganie, wiedząc,
że jedynie Jezus może ich uleczyć.

Nieszczęście jednoczy ludzi –
szczęście z ocalenia i wdzięczność,
niekoniecznie…

XXVII Niedziela Zwykła

Apostołowie prosili Pana:
– Przymnóż nam wiary (Łk 17,5).

I my powinniśmy prosić:
– Panie, przymnóż nam wiary,
bo jej tyle mamy,
że pożal się Boże…

Nasza wiara
nie wyrywa drzew z korzeniami
i nie przesadza ich w morze…

Jest zbyt słaba i mała –
taka maleńka, o wiele mniejsza
od gorczycznego ziarenka…

Do tego
jest już stara i zmęczona,
a przez to
taka nieufna i bojaźliwa…

Pośród narodu zepsutego
i przewrotnego nie jawimy się
jako źródła światła w świecie –
nie zachowujemy się jak trzeba…

Panie, przymnóż nam wiary,
byśmy nieużyteczni stawali się
użyteczni – dla Twojej, Panie
chwały, nie dla naszej…

I gdy słyszę słowa
tak dobrze mi znane:
– Bądź wierny Idź!
masz mało czasu
trzeba dać świadectwo,

tym bardziej proszę:
„Panie, przymnóż mi wiary”.

XXVI Niedziela Zwykła

„Jeśli Mojżesza i Proroków
nie słuchają, to nawet
gdyby ktoś powstał z martwych,
także nie dadzą się przekonać”
(Łk 16,31).

Biada niemiłosiernym
i beztroskim, zadufanym
we własne swe siły,
zakochanych we własnych
swych słowach,
którzy ufność pokładają
w swoich bogactwach,
i tym,
którzy Boga mają za nic,
bo jak mówią: nie wierzą –

Którzy rękę przykładają
w pomieszaniu dobrego i złego –
z pożytkiem dla złego…

Którzy krzywdzą człowieka
prostego, nad krzywdą jego
śmiechem wybuchając –
krzykliwe grono bałwochwalców
i błaznów,
gorszycieli wszelkiej maści
obrażających Boga,
szkalujacych każdą świętość…

I co z tego, że świetnie się bawią?! –

Przyjdzie czas, że odejdą nagle
niby sen poranny,
jak rosa, która prędko znika,
jak trawa – rankiem zielona
i kwitnąca, wieczorem więdnie
i usycha –
zostaną pogrzebani jak grzebie się
zwierzęta,
i nic po nich nie zostanie…

– Panie,
naucz nas liczyć dni nasze
byśmy zdobyli mądrość serca…

Mądrość, która mówi: W dobrych
zawodach walcz, walcz o wiarę,
podążaj za sprawiedliwością,
pobożnością, miłością,
wytrwałością, łagodnością.
Zdobądź życie wieczne – do niego
przecież zostałeś powołany…

XXV Niedziela Zwykła

„Nie możecie służyć Bogu i mamonie”
(Łk 16,13).

Dla bardzo wielu ludzi, niestety,
to pieniadze są bogiem.
– Wszystko zrobią dla mamony…

Rozsądni,
wśród podobnych sobie, wiedzą
jak radzić sobie w życiu;
co mogą jeszcze z tego życia
wycisnąć, wyrwać, co jeszcze
skonsumować,
wchłonąć w siebie i zużyć.

A brakuje im
wyobraźni w sprawach duchowych.
– Nie umieją, nie chcą, nie potrafią
wsłuchwać się w siebie, żeby
sprawdzić, co Bóg myśli o ich życiu…

Niemodne dziś pytanie:
Co Bóg myśli o moim życiu?
I co będzie potem,
gdy spotkam się z Bogiem twarzą
w twarz?

XXIV Niedziela Zwykła

„Cieszcie się ze mną,
bo znalazłem owcę,
która mi zginęła” (Łk 15,6).

Pomiędzy dobrem i złem –
Każdy z nas rozpięty…

Obok podobne krzyże,
Nie mniej samotne w męce –

Nic dziwnego,
Że co chwilę upadamy –

Wszyscy… Bo my wszyscy –
Jesteśmy grzesznikami…

Dostępujemy jednak
Miłosierdzia Bożego
ponieważ
działamy z nieświadomością
w niewierze…

Pan Bóg kocha
wszystkich grzeszników
i z miłości do wszystkich
szuka jednego –
Bo jak kogoś jednego brak,
to nie ma wszystkich…

Jest taki piękny polski zwyczaj –
Kiedy jesienią nawiedzamy
cmentarze,
by na grobach naszych
bliskich zapalić światła,
zapalamy też świecę na grobie
o którym już nikt nie pamięta,
na którym nikt nie pali świateł…

Czynimy tak,
by wszyscy cieszyli się Bogiem
i ludzką pamiecią –
Bo jak kogoś jednego nie ma,
kogoś jednego brak
to nie ma wszystkich…

Tak też nie jest wolą
Ojca naszego, który jest w niebie,
żeby choćby jedno z nas zginęło…

XXIII Niedziela Zwykła

Jezu, Ty mówisz: „…nikt z was,
jeśli nie wyrzeka się wszystkiego,
co posiada, nie może być moim
uczniem” (łk 14,33).

Wyrzec się wszystkiego,
Czyli tak naprawdę
Wszystko oddać Bogu –
Wszystko, wszystkich
I siebie samego…

Nie 1/4 siebie, ani 1/3,
Ani nie pół –
Całego
– Całe swoje życie
Na Boga zdać,
Panu Bogu zawierzyć…

W liczeniu zysków i strat
Być tak jak Jezus,
Który obliczył,
Że jesli jest miłość
I śmierć się opłaci…

Kiedy więc pytasz:
Dlaczego śmierć
Krzyż
Usmiech
Rana głęboka

Widzisz
To takie proste
Kiedy się kocha

XXII Nedziela Zwykła

„…odpłatę bowiem otrzymasz
przy zmartwychwstaniu…” (Łk 14,14).

Uczta za „Bóg zapłać” –
Okazana komuś bezinteresowna
miłość
bez wynagrodzenia tu na ziemi,
za naszego życia…

– Miłość, czyli zapomnienie
o sobie z myślą o drugich…

Miłość to taka wielka sprawa –
Bóg nie tylko o nią orosi,
ale i za nią dziekuje,
obiecując tym, którzy kochają
nagrodę w niebie
przy zmartwychwstaniu,
a tu na ziemi, jeszcze za życia
„szczęście” czyli radość…

Jaka to radość
pomagać
dźwigać
biec do chorego
z wywieszonym językiem
własne swe serce nieść
jak gorączkę
rozdawać
i wciąż się czuć
bezradnym
być niczym
by Pan Bóg mógł działać
wszystko jest wtedy
kiedy nic dla siebie

Radość tu na ziemi i szczęście
w niebie za miłość –
miłość za „Bóg zapłać”
– czy można chcieć więcej?

XXI Niedziela Zwykła

„…są ostatni, którzy będą
pierwszymi i są pierwsi,
którzy będą ostatnimi” (Łk 13,30).

To nie są żarty –
Drzwi do nieba są ciasne…

Im bliżej drzwi,
tym wyraźniej widać,
jak baedzo są ciasne,
i co trzeba zrobić,
by do nieba wejść.

Tych drzwi ominąć sie nie da,
ani na prawo, ani na lewo,
ani bokiem.
Każdy się na nie natknie
i się przekona, kto w wierze
jest pierwszy a kto ostatni…

Bywa, że ci którzy uwazają się
za pierwszych
daleko są od sprawiedliwości,
daleko są od miłości…

Św. Ambroży z Mediolanu
powiedział zaskakujące zdanie:
Owocniejsza jest wina niż niewinność.

Poczucie winy może bowiem
odrodzić człowieka,
przybliżyć do Pana Boga,
natomiast niewinność, która
pyszni się i na innych wyniośle
patrzy staje się bezpłodna –
Poczucie, że się jest niewinnym,
że się jest kimś lepszym
może nas od Pana Boga
bardzo, ale to bardzo oddalić…

A zatem: Nie uważjmy się
za niewinnych, za lepszych –
nie sądźmy, nie potępiajmy innych,
bo i Chrystus nikogo nie potępia.
Przyszedł przecież żeby szukać,
to co zginęło, zatraciło się,
co przepadło…

Ojcze przebacz, bo nie wiedzą
co czynią – to jest najmocniejsze
słowo, jakie można wypowiedzieć
wobec ludzi grzesznych
i wobec siebie samego: Przebacz!!!

Ojcze przebacz! To jest klucz
do ciasnych drzwi – klucz do nieba…

XX Niedziela Zwykła

Jezu, Ty mówisz:
Czy myślicie, że przyszedłem
dać ziemi pokój?
Nie, powiadam wam, lecz rozłam.
Odtąd bowiem pięcioro będzie
rozdwojonych w jednym domu
(Łk 12,51-52).

Kolejny paradoks Ewangelii…
Jako chrześcijanie mamy budować
dom, czyli wspólotę opartą
na wzajemnej miłości.

Równocześnie należy liczyć się
z tym, że w takim domu zamieszka
zazdrość, która
boleśnie podzieli domowników…

Zazdrość jest główną przyczyną
błądzenia ludzi, to że budują
między sobą mur wrogości, że się
nienawidzą…

Zazdrość stała u początku grzechu
Kaina. Nie pozwoliła Kainowi przyznać,
że jego brat może być lepszy od niego.
Zazdrość nienawidzi bliźnich
nie dlatego, że są źli, ale dlatego,
że są dobrzy, a nawet lepsi od nas.
W gruncie rzeczy nienawidzi ona dobra,
o ile nie jest „jej dobrem”.

Zazdrość rzuca podejrzenia, oskarżenia,
wiecznie „demaskuje” innych, Nie spocznie
dopóki nie dowiedzie, że bliźni jest
niecnym obłudnikiem.
Ustawia między ludźmi krzywe zwierciadła,
a następnie skłania ich do tego, by się
nawzajem „prostowali”.
Ludzie mogą się nawet zabijać, uważając,
że „Bogu wyrządzają przysługę”.

Pociski zazdrości to najgroźniejszy
rodzaj broni. One trafiają zawsze w dwa
serca – najpierw strzelca a dopiero
potem w serce ofiary”

XIX Niedziela Zwykła

„…bądźcie gotowi, gdyż o godzinie,
której się nie domyślacie,
Syn Człowieczy przyjdzie” (Łk 12,40).

Każdy nowy dzień wstaje
A my wraz z nim
Chyba nie do końca wierząc,
Że może to być nasz dzień ostatni –
Nasz ostatni
Wschód i zachód słońca…
Zbawienie jest zatem bliżej nas
Niż wtedy, gdyśmy uwierzyli…

Jest taka przepiena modlitwa
Św. Faustyny – proszę posłuchać:
Gdy patrzę w przyszłość, ogarnia mnie trwoga,
Ale po cóż zagłębiać się w przyszłości?
Dla mnie jest tylko chwila obecna droga,
Bo przyszłość może w duszy mojej nie zagości.

Czas, który przeszedł, nie jest w mojej mocy,
By coś zmienić, poprawić lub dodać Bo tego nie dokazał ani mędrzec, ani prorocy,
A więc co przeszłość w sobie zawarła, na Boga zdać.

O chwilo obecna, ty do mnie należysz cała,
Ciebie wykorzystać pragnę, co tylko jest w mej mocy,
A chociaż jestem słaba i mała,
Dajesz mi łaskę swej wszechmocy.

A więc z ufnością w miłosierdzie Twoje,
Idę przez życie jak dziecko małe
I składam Ci codziennie w ofierze serce moje
Rozpalone miłością o Twoją większą chwałę.

Przytoczyłem te mądre słowa niewykształconej
dziewczyny, żeby powiedzieć, że słowa Jezusa:
„Bądźcie gotowi”, inaczej mówiac:”Czuwajcie”
odnoszą się do chwili obecnej”.

Teraz jest czas abyś się przebudził
Dla Boga, dla ludzi, dla swoich bliskich –
Nie zjadał bliźniego,
lecz kochał jak siebie samego…
Żył pełniej, żył lepiej – żył przyzwoicie…

Tylko chwila obecna – Ona
Należy do ciebie cała,
Cała jest w twoich rękach –
Nie musisz jej zmarnować!!!

XVIII Niedziela Zwykła

„Nauczycielu, powiedz mojemu bratu,
żeby się podzielił ze mną spadkiem”
(Łk 12,13).

Jakże często próbujemy wciągać
Jezusa w załatwianie przyziemnych
spraw –
najczęściej naszych konfliktów
ludzkich…

Kościół musi bardzo uważać,
by nie dać się wciągnąć
w rozwiązywanie spraw konfliktowych.
Od tego są inne trybunały…

Udział w konfliktach zniewala
człowieka – źródłem tego zniewolenia
najczęściej jest chciwość…

– Głupcze, nawet gdybyś opływał
we wszystko, życie twoje nie jest
zależne od twojego mienia…

Tak bardzo dbasz o własne swe mienie,
czy z równą troską zabiegasz,
żeby być bogatym u Boga – bogatym
w miłość?!

Panie Jezu, proszę Cię o jedno:

Uczyń mnie wolnym człowiekiem,
Abym mógł być dobry,
Albowiem tylko wówczas
Jestem,
Gdy jestem dobry.
Oto jedyna miara
Mojego człowieczeństwa
I istnienia.

XVII Niedziela Zwykła

„…z powodu jego natręctwa
wstanie i da mu, ile potrzebuje”
(Łk 11,8b).

Z Panem Bogiem
można i trzeba się targować,
ale tylko o jedno – o miłosierdzie…

Prosić, szukać, kołatać uporczywą
modlitwą…

Z naszego ludzkiego pkt. widzenia
– to słabość Boga,
że kocha grzeszników, z których ja
jestem pierwszy…

Dopóki nie zobaczę tego,
że jestem grzesznikiem,
marnotrawcą
wspaniałych darów Bożych,
nigdy nie doświadczę
Bożego miłosierdzia –
potęgi tej miłości, która zbawia świat…

Miłości,
która trzciny nadłamanej nie złamie,
nie zagasi knotka o nikłym płomyku,
bo nie chce śmierci grzesznika, lecz
aby się nawrócił i miał życie w sobie,
aby żył…

Dopóki nie zobaczę siebie
jako grzesznika,
na którego Jezus patrzy z miłością
i do którego przychodzi z przebaczeniem,
nigdy nie zobaczę innych grzeszników,
tak jak Jezus na nich patrzy, i …
nie zapragnę dla nich miłosierdzia, żeby
i do nich Jezus przyszedł z przebaczeniem.

– Nie starczy mi na to wyobraźni…

XVI Niedziela Zwykła

„Marto, Marto,
martwisz się i niepokoisz
o wiele,
a jedno jest potrzebne”
(Łk 10,41-42a).

Marto, Marto
Jak dobrze, że jesteś –
Jesteś Głosem Pana:
– Zobacz proszę,
Ja JESTEM…

Bóg JEST –
On moim życiem,
Źródłem – ja potokiem
Patrzę na świat –
Jego boskim okiem
Dlatego, że JEST –
Ja – mogę być mną…

Człowiek, istota myśląca –
„homo sapiens” jest w pełni
sobą, jeśli jest „homo adorans” –
istotą modlącą się, oddającą
chwałę Bogu.

Nie jestem sobą, nie jestem
mną, kiedy się nie modlę…

Modlitwa wprowadza pokój
w nasze troski i niepokoje,
sprawia, że cały nasz trud
pod słońcem, zwłaszcza trud
miłości ma sens.

Jako wierzący – świadomi,
że Bóg JEST, mamy być „solą ziemi
i światłem dla świata”.

– Tą intuicją dzieli się z nami
poeta mówiąc: że
„nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.
(C.K. Norwid)

XV Niedziela Zwykła

„A kto jest moim bliźnim?” (Łk 10,29b).

Miłość należy się Bogu i bliźniemu,
czyli każdemu, kto jak Pan Bóg
bogaty jest w miłosierdzie –

to jest największe bogactwo jakim
możemy się cieszyć, jakie możemy
posiąść na całą wieczność…

– Bogactwo, którego ani mól ani rdza
nie zniszczą, złodzieje nie rozkradną,
woda nie rozmyje, czas nie zamieni
w popiół…

To jest największe nasze bogactwo,
jakim możemy się z innymi dzielić
niczego nie tracąc, wręcz przeciwnie,
zyskując już tu na ziemi ludzką
wdzięczność i niebo na dodatek –
tak powiedział nam Pan… I to jeszcze,

że miłosierdzie ma serce i oczy
otwarte i widzi, komu trzeba pomóc;
ma umysł i ręce gotowe do niesienia
pomocy;
ma też wyobraźnię i kieszeń otwartą,
gdy jest potrzebne wsparcie finansowe.

Miłosierdzie to „obraz i podobieństwo”
Boże – to my piękni pięknem Twoim,
Panie, zawsze ilekroć angażujemy się
w służbę miłości…

XIV Niedziela Zwykła

Jezu, Ty mówisz: „Oto posyłam was
jak owce między wilki” (Łk 10,3).

Niełatwo jest żyć w świecie wilków –
żyć tak, by samemu nie stać się
wilkiem…
Zachować łagodność owcy i roztropność
węża…
Mieć wyobraźnię miłosierdzia,
współczucie i miłość w sercu – miłość
pomimo wszystko – ten znak sprzeciwu…
Znak, któremu zawsze sprzeciwiać się
będą ludzie złej woli,
opanowani nienawiścią, zazdrością,
żądzą zabijania i niszczenia – ludzie
źli, którzy umiłowali ciemności, którzy
nienawidzą światła…

Nie żyjemy w próżni – człowiek albo
jest obrazem – znakiem Boga, Bożej
obecności pełnej dobroci i miłości,
albo jest obrazem besti – diabła –
jego obecności we wszystkich przejawach
zła, nienawiści, wilczej agresji…

XIII Niedziela Zwykła

Jezu, Ty mówisz: „Lisy mają
nory i ptaki powietrzne – gniazda,
lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca,
gdzie by głowę mógł położyć”
(Łk 9,58).

Bezdomność, to wielkie ubóstwo…
Bezdomność Boga –
Tak bardzo uniżył samego siebie,
stał się tak bardzo ubogi,
żeby nas swoim ubóstwem ubogacić…

Czy to możliwe, żeby ubóstwem
kogoś ubogacić?!

Często mając dom, zamieniamy go
w graciarnię, w magazyn rzeczy,
które nas zniewalają. Trzymamy się
ich kurczowo, żeby ich nie stracić –
nawet tych niepotrzebnych, zbędnych…

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus.
Ubóstwo, to przestrzeń wolności.

Mieć to, co potrzebne jest do życia.
Jeśli już o coś zabiegać i gromadzić
to tylko miłość –
nasz skarb dla nieba, którego
ani rdza ani mól nie zniszczy,
złodzieje nie rozkradną,
woda nie rozmyje, czas nie zamieniamy
w popiół…

Naprawdę, tak niwiele trzeba, żeby być
szczęśliwym – wystarczy mieć to, co
potrzebne jest do życia i nie być
nikomu nic dłużnym, poza miłością…

XII Niedziela Zwykła

„Jeśli ktoś chce iść za Mną,
niech się zaprze samego siebie,
niech co dnia bierze krzyż swój
i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,24).

Można żyć obok Jezusa,
żyć swoim życiem,
tak jakby Jezusa nie było –
Wielu ludzi w kościele
tak właśnie żyje…

Nie ma nic głupszego,
niż żyć z człowiekiem mądrym
i nie uczyć się mądrości.

Nie ma nic głupszego,
niż powiedzenie: „Jestem
wierzący ale niepraktykujacy”.

Nie ma nic głupszego,
niż iść za Jezusem
i Jezusa nie naśladować.

Mówiąc najkrócej:
Krzyż bez Jezusa
Staje się przekleństwem –
Jezus bez krzyża
Jest oszustwem
Niewierzących chrześcijan…

Niedziela Trójcy Przenajświętszej

Trójjedyny Bóg nie jest we Wszechświecie
najwspanialszym samotnikiem, samolubem,
najdoskonalszym bytem i rozumem, ale ma
swoje wewnętrzne życie –
Jego istotą najgłębszą jest miłość, która
krąży w Nim.

Bóg jest Miłością –
Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca. Łączy
ich Duch wzajemnej miłości przyjmowania
i dawania…

Ojciec wszystko daje Synowi i wszystko
od Niego przyjmuje.
Syn wszystko przyjmuje od Ojca i wszystko
Mu daje –
Duch wzajemnej miłości przyjmowania
i dawania jest właśnie Duchem Świętym
łączącym tych, którzy się kochają…

Tajemnica Najświętszej Trójcy, czyli
wewnętrznego życia Boga
ma ogromne znaczenie dla naszego życia,
bo to nie jest bez znaczenia, czy żyjemy
dla kogoś, czy tylko dla siebie…

Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy od siebie
zależni, jesteśmy sobie nawzajem potrzebni…
Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy od Boga
zależni, jesteśmy Bogu potrzebni…

Kiedy zapominamy o tym, nasz świat staje się
smutny i pusty – nie mamy nikomu nic do dania,
nic do zaofiarowania oprócz… własnego
egoizmu. A to za mało, by być szczęśliwym…

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Jezu, Ty mówisz: „Pokój wam!”
i posyłasz na świat Ducha Św.,
by pokój –
jeden z najcenniejszych Bożych
darów mógł spocząć w naszych
ludzkich sercach…

To On promieniuje mocą,
która usuwa z ludzkich serc
lęki i niepokoje –
mocą, która ucisza i uspakaja
nawet najbardziej roatrzęsionych,
zalęknionych, niepewnych jutra…

Ludzie złego ducha są wypełnieni
niepokojem, który rozlewa się
na otoczenie
jak woń rozkładajacego się trupa…

Pokój wam!
Pokój mój niech będzie z wami! –
to jedno
z najpiękniejszych pozdrowień.
– Przynosi pokój i sprawia radość
sercu jak podarek…

VII Niedziela Wielkanocna
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Smutek i radość – to sprzeczne
uczucia, które nam towarzyszą
w chwili odejścia naszych bliskich…

Smucimy się, gdy ktoś, kogo kochamy
umiera, zrywa się więź, wszystkie
uczucia ludzkiego serca…

Jest jednak jeszcze prawda wiary:
śmierć człowieka to wielka Boża sprawa.
Istnieje coś, co przerasta ludzki smutek.

Radość jest większa niż smutek.
Radość, że jest Pan Bóg, że człowiek
idzie do nieba,
by spotkać się z Bogiem na zawsze…

Pogrzeb to pożegnanie kogoś,
kto udaje się w podróż do nieba.

Każdy udział w pogrzebie
jest sprawdzianem naszej wiary w życie
wieczne –
wiary, że to ma sens,
że nie trzeba żałować przyjaciół.
Że gdziekolwiek są dobrze im jest,
bo odeszli po to by żyć.
I tym razem będą żyć wiecznie…

VI Niedziela Wielkanocna

Jezu, Ty mówisz: „Gdybyście Mnie
miłowali, rozradowalibyście się,
że idę do Ojca” (Jn 14,28).

A co będzie, gdy nagle odejdziesz? –
Trwoga, ból, smutek, niepokoje
chwycą za serce…

Jakie to trudne,
gdy myślimy o odejściu ostatecznym –
Jakie to trudne,
gdy myślimy o śmierci…

Śmierć najbliższych, to sama żałość –

Jakże się radować, jakże się cieszyć,
skoro wraz z tymi, którzy odchodzą,
a których kochamy odchodzi, umiera
jakaś część nas samych –
naszego świata, którego już nie będzie
i już nie wróci…

Czy w podejściu do śmierci bliskich
nie więcej w nas miłości własnej
niż miłości do tych, którzy odchodzą?

Skoro śmierć jest przejściem
do lepszego życia –
do Domu wiecznego szczęścia, to zapomnij,
że jesteś, gdy mówisz, że kochasz…

V Niedziela Wielkanocna

„Po tym wszyscy poznają,
że jesteście uczniami moimi,
jeśli będziecie się wzajemnie
miłowali” (Jn (13,35).

Miłość wzajemna w małżeństwach,
w rodzinach, we wspólnotach
zakonnych, religijnych –
jeżeli jej nie ma, jeśli jej
brak, to brak też światła
przynależności do Chrystusa.

Jeżeli nie ma wzajemnej miłości
w naszych małżeństwach, w naszych
rodzinach, w naszych wspólnotach,
to nikt, nawet Chrystus
nie rozpoznaje wśród
nas chrześcijan swoich uczniów…

Miłość wzajemna jest głównym
narzędziem głoszenia Ewangelii.

IV Niedziela Wielkanocna

„Moje owce słuchają mego głosu,
a Ja znam je (…) nikt nie wyrwie
ich z mojej reki (…) I nikt nie
może ich wyrwać z ręki mego Ojca.
Ja i Ojciec jedno jesteśmy”
(Jn 10,27.29).

Słowa Jezusa o Nim samym i o Bogu,
a także słowa o życiu i o śmierci
są wiarygodne, gdyż
Jezus jedno jest z Bogiem – Ojcem.

Jeżeli jesteśmy z Nim – z Jezusem,
słuchamy Jego głosu i idziemy za Nim,
jednego możemy być pewni,
że jesteśmy w Bożych rękach…

A skoro tak, to nikt ani nic – żadna
siła,
żadna moc nie wyrwie nas z tych rąk…

Chyba, że my sami wyrwiemy się
z rąk Bożych,
uwiedzeni przez fałszywych proroków
i ich najemników –
ideologów najprzeróżniejszej maści.
Dając im wiarę, oddamy się w ręce
obcych, wrogich nam żywiołów, które
nas poniosą na pewne zatracenie…

Tragedią człowieka, który przestał
słuchać Boga,
przestał liczyć się z Bogiem jest
to, że karmiąc się złudzeniami – tym
wszystkim, co daje złudne poczucie
wolności,
nieuchronnie staje się łupem wilczych –
nieludzkich praw…

III Niedziela Wielkanocna

„… czy kochasz Mnie?” (Jn 21,17b).

W podobnej sytuacji cudownego połowu ryb,
za pierwszym razem, przy pierwszym powołaniu,
Szymon Piotr powiedział do Jezusa,
że nie jest godzien być z Nim: – „Odejdź ode
mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny…”

Teraz, gdy słyszy, że to jest Pan, pierwszy
rzuca się wpław do jeziora, tak jakby chciał
jak najszybciej znaleźć się w Jego objęciach,
w objęciach Jezusa…

Dlaczego? – Po tym jak zdradził, trzykrotnie
zaparł się Jezusa, dlaczego nie mówi teraz:
„Chryste odejdź! Chryste nie patrz! Tak bardzo
się wstydzę, bo zgrzeszyłem przeciwko Tobie…”

Myślę, dlatego, że doświadczył wcześniej Bożego
miłosierdzia… Kiedy słysząc pianie koguta
spojrzał Jezusowi w oczy, Jego oczy mówiły:
„Kocham cię”, wtedy gorzko zapłakał, łzami
wdzięczności…

Przy nawróceniu tak jest zawsze – Kiedy cię
dopadnie miłosierdzie Boże, nie celebrujesz
już swoich smutków, smuteczków, nie męczysz się
dawnymi przewinieniami, nie rozpamiętujesz
popełnionych grzechów, tylko z wdziecznością
rzucasz się w objęcia Pana Boga – w ojęcia
Miłości, która pyta o miłość: „Czy kochasz Mnie?”

Sprawdzianem tego, czy kochasz, będzie twoja
zgoda na to, że miłość cię poprowadzi nawet
dokad ty nie chcesz…

Z Bożej perspektywy mniej ważne jest, jaki
był grzech, a ważniejsze, jakie jest owocowanie
po grzechu… – A zatem: „Czy kochasz?”

Niedziela Miłosierdzia Bożego

„Boże, bądź miłosierny dla mnie,
grzesznika” (Łk 18,13).

Świat odwrócony od Boga zdziczał,
znikczemniał, stał się nieludzki,
złowrogi…
Ludzie mocno obolali, poranieni,
ranią innych własnymi ranami…

Jezu, podobny do nas we wszystkim,
oprócz grzechu, jedynie w Twoich
ranach jest zdrowie, tylko Twoje
rany leczą – pochyl się nad nami
grzesznikami, dotknij ran naszych
grzechów,
abyśmy się nie krzywdzili
nawzajem, nie ranili, nie kąsali
i nie pożerali jeden drugiego…

W zalewie zła,
zdziczenia, nienawiści i ludzkiej
głupoty, są rzeczy na ziemi piękne
i dobre, które czynią wszystko nowe…

Dzięki nim coś, co obumarło,
zaczyna na nowo żyć –
ludzkie sumienia,
wyobraźnia miłosierdzia i wielkie
pragnienia, a zwłaszcza wielkie
pragnienie miłości…

Co, jak co,
ale wobec miłości
wszystko trzeba uznać za śmieci…
– Żeby usłyszeć słowa:
Kocham cię…
Ja cię nie potępiam…
Odpuszczają się wszystkie twoje
grzechy… – Na to nie ma żadnej ceny…

Jezu, Zraniony Uzdrowicielu,
obym nie wzgardził tą miłością,
którą znajduję w dotyku
Twoich świętych, otwartych ran…
Bez Twojej miłości, życie ludzkie
tu na ziemi nie ma sensu ani piekna –
staje się nieludzkie, niemiłosierne,
straszne…